Zaczynamy 7 listopada od wylotu, dzień później jesteśmy w Pekinie. Rożnica czasu + 8 godzin. Po kolei, jak wszystko pójdzie tak jak zaplanowaliśmy, zwiedzimy Pekin, Dengfeng (klasztor Szaolin), Xian, Chengdu i Szanghaj. Wyjdzie jakieś 6 tysięcy kilometrów w samych Chinach, mnóstwo czasu w pociągach i kompletnie różne krajobrazy. Podróżowanie pociągami wychodzi taniej niż samoloty i dodatkowo odpada za każdym razem koszt noclegu - nawet szybki pociąg potrzebuje na pokonanie 2 tysięcy kilometrów trochę czasu. Wracamy 25 listopada. Początkowo miał być jeszcze Hong Kong, ale ostatecznie zamiast zwiększać koszta wyprawy, żeby wpaść tam na jeden dzień, lepiej go zwiedzić przy okazji jakiejś kolejnej wyprawy, np. na południowe Chiny i Malezję.
Co do przygotowań. Potrzebna była wiza - załatwiana przez biuro pośredniczące w Poznaniu, nie trzeba było jechać do Warszawy. Zrobiliśmy też sobie pakiet szczepień przeciwko chorobom, które można złapać w Azji - w sumie część można złapać też w Europie, więc przyda się nie tylko tam. Przewodniki mamy 2: Pascal, bo najlepszy po polsku, Lonely Planet - bo ma najświeższe informacje. Chociaż ten drugi jest nie do końca lubiany przez chińskie władze i może zostać nam zarekwirowany na lotnisku.
Telefony powinny działać bez problemu, ale raczej nie będziemy dzwonić ani odbierać połączeń, bo opłaty są kosmiczne.
Jakby ktoś nie wiedział, to oczywiście od początku do końca jedziemy na własną rękę - bez biur podróży i zabawy w kotyliony :)
Bez wątpienia to największa przygoda do tej pory, więc trzymajcie kciuki - najbardziej to za pociągu, żebyśmy ich nie pomylili i żeby zawsze były na czas :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz